Kinga Celej-Jemioło urodzona w Krakowie od młodego wieku zmagała się z problemami osobistymi i zdrowotnymi, co w 2010r. zmotywowało ją do rozpoczęcia pisania dziennika duchowego w formie wierszy. W ciągu następnych 10 lat napisała ponad 1000 wierszy, które pomagały jej przetrwać każdy kolejny dzień. W 2015r. została wyróżniona, a następnie w 2016 r. otrzymała Literary Excellence Award przyznawaną przez Polish-American Poets Academy, wybrane wiersze ukazały się w danych przez akademię zbiorach.
Wybrane wiersze można znaleźć w jej pierwszym tomiku „Hortus Conclusus”, który ukaże się niebawem nakładem wydawnictwa Homo Dei, żeby pomóc innym strapionym duszom poprzez dzielenie się swoimi przeżyciami.
Oto są drzwi świadomości – ludzie pukają, szukają –
mówią, że ponoć tu mieszkasz – chcą, by im oczy otworzyć –
przyszli, by lepiej Cię poznać – takim, jak im się wydajesz...
Czasem mi bywa zbyt trudno żyć bezustannie na biało,
bo nie mam wcale pewności, stąpając za Świętym Bożym,
gdzie mi się kończy istnienie, a gdzie od nowa się staję...
Oto są drzwi świadomości – jak Serce z raną od miecza,
gdzie się przede mną ukryłeś i gdzie podobno przebywasz...
Podobno... Ludzie tak mówią – ci, którzy przyszli tu licznie,
ślepi jak mgła, niemi echem, gdzie ich natura człowiecza
poniosła oczekiwania i scenariusze szczęśliwe,
podczas gdy tkwią poranieni, wygięci makiawelicznie
przed drzwiami, które są we mnie... Oto są drzwi świadomości,
więc ich nie dotknie nieczyste, lecz Światłość niech je otwiera
jak skalpel – słoneczny promień, który przebija mi ręce –
czy one także są Twoje...? Nie rozpoznaję w ciemności
oślepionego spojrzenia, skąd przyszła ta melopea[1]...
A Słowa...? Które są czyje...? I których w sobie mam więcej...?
Oto są drzwi świadomości, gdzie tłum się wzbiera jak rozpacz,
lecz cóż mu można z próżności, skąd nie da i sam Salomon –
bo puste ze mnie naczynie i tylko mieszka w nim Łaska,
więc choć nie umiem się modlić, weź moje słowa i rozpatrz –
może coś zmienią w przestrzeni, zamiast wciąż tkwić nieruchomo,
gdy mi doskwiera nad wyraz ta zawiniona kunktacja...
***
Oto zostają zamknięte i nie wiem, jak to się dzieje,
że mogę czasem zaglądnąć, choć stoję pośrodku tłumu,
mimo że w krąg się pomnaża ich huczna wrzawa i tumult –
lecz zaprzestałam mówienia, bo wiem już, że nie istnieję...
Gdzieś w ciszy nienaruszonej ponadczasowa Obecność
daje się czasem rozpoznać poznaniem pozazmysłowym –
drzwi jednak nie drgną zamknięte... Wplotła się pomiędzy Słowy
prócz całej tej świadomości – usłużna bezużyteczność...
22–23 września 2015
[1] Melopea, melopeja – rodzaj starogreckiej śpiewanej deklamacji.
Karmazynową wstążką Bóg mi przewiązał usta –
jest zachowana ciągłość, choć przestrzeń drąży pustka…
Stoję, a wokół jesień rozciąga spazmy dymu
i czuję swe związanie, jakby wewnętrzny przymus;
Bóg mi skrócił pragnienia kreseczką horyzontu –
plewy poszły naprzemiał, ziarnom ozłocił kontur,
pustkę zapełnił Ciałabielą i karmazynem,
w pobrużdżony krajobraz sypnął zboża ozime;
stoję i słyszę wokół dźwięk poruszonej ziemi,
grudka trąca o grudkę, chrzęści pod butem krzemień,
zaciera się horyzont w swoim ograniczeniu,
cierpliwie czekam, żeby z tej pustki Bóg mnie przeniósł;
patrzę, jak się niedzieje nic i dzieje Wszystko –
jak przestrzeń wyposzczoną wchłonęła Boska Bliskość,
źdźbłem wyrastam oświcie, ciągłość wiążę w swych genach
i usycham wieczorem, zżółkła, pusta i niema…
19 września 2021
W dwóch księżycach, jak w dłoniach kołyszę
nitkę wiotką uplecioną z godzin
i odbija się w zwierciadle ciszy
kształt po burty zanurzonych łodzi,
czarny kogut na piasku zakreślił
pętlę swym łykowatym pazurem
a od wody już zaciąga wrześniem,
ponad wodą gromadzą się chmury…
Chrzęści mi pod stopami piach
i bruk nierówny wstrząsa krokiem,
woda umywa ślad po Krwiach
i jary drąży w śnie głębokie…
Drżą na rynku połykacze ognia
popod cieniem tych dwóch łuków brwiowych,
aż rozpękła się Ściana Zachodnia
i Krew z winem uderza do głowy;
ogień płonie na bruku garbatym
poruszając sylwety Kościołów,
skąd wapiennym odzian Majestatem
Bóg bezmierny wyruszył na połów…
A wiosła rozgarniają mrok
i woda się zabarwia Krwawo,
bo czesze dno srebrzysty włok,
w rynku się jeszcze ogniem bawią…
Przez krajobraz tu namalowany
tną jesiennie rozpędzone wichry,
czarny kogut z tła Zachodniej Ściany
zszedł w zacisza łukowatych witryn,
a księżyce kołyszą się dalej,
jeden w Niebie, a drugi na wodzie,
Bóg się z mocą skrył w wapiennej skale,
sny dopalił spóźniony przechodzień,
zmieszały się jawa i sen,
pamięć przytomnym figle płata –
próżno jej szukać w piasku den,
już lepiej w chmurach i bławatach;
Wstrząsających obrazów pokoleń –
że coś płonie, że coś ginie w wodach –
może bardziej nie pamiętać wolę,
bo zbyt mocno byłoby mi szkoda…
W dwóch księżycach jak w dłoniach zamykam
nitkę wiotką, uprzędzoną z czasu,
co zegary niewzruszenie tyka,
oczekując na wyjście z impasu…
13 września 2020
dla śp. ks. Krzysztofa Grzywocza
Wierzę w prostotę głębi potrzeby chlebowej,
zdobne płatkami złota winogrona z drewna
i spojrzenia jak krochmal o kredowych białkach –
wierzę w Miłość Chrystusa na brzozowym krzyżu,
gdy schyliwszy ku ziemi pokrwawioną Głowę,
która przy czerni piekieł zdała się bezkrewna,
spojrzał na psa przybłędę, który cicho załkał,
niosąc zwierzęcym głosem do człowieka wyrzut;
wierzę w drogi niebieskie porośnięte trawą,
które na Górny Syjon stąd biorą początek,
gdzie zstępują po stopniach rozeschniętych drabin
Anioły w gęsim pierzu i lnianych koszulach,
przesyconych ziołami i zbożową kawą,
gdzie wieczorami gonią się sarny po łące,
a powietrze drży ciężko trzepotem owadzim,
bo z głowniami już idą do sadu po Króla;
wierzę w płatki rzucane na błotniste dukty,
w porywane przez wiatry kolorowe wstążki
i w linie papilarne malowane sadzą,
co na wklęsłych policzkach zaznaczyły ślady –
trwam z dala od zatrutej tego świata uczty,
pławiącej się w systemie morowym i grząskim,
widząc, jak czarty ślepych w pułapki prowadzą
i jak wzniósł się wysoko odór ludzkiej zdrady;
moja wiara jest prosta jak pusty horyzont
pustynny, który niesie nadzieję Spotkania –
oto Pan dotknął ziemi, okrąg się zapalił,
na kamieniu ktoś dłutem wyrył Jego Słowa;
Anioł wyjął z zanadrza ów mierniczy przyrząd,
którym zwykł bieg strumieni i dróg uruchamiać
i wskazując mi cel mój w najdalszej oddali,
pobladły krzyż brzozowy pod skrzydłami schował…
I z potrzeby chlebowej drę uczuć struktury,
i dzielę pokarm z psami ja – ludzka przybłęda;
wśród ziół w wykrochmalonej bieli leży Ciało
o rysach jak krawędzie i czarnych opuszkach –
nad drogą w Górny Syjon zbierają się chmury
i jakby pies bezpański wraca myśl o błędach…
Anioł od gęsi pierza, spowity na biało
lniany całun wieczornych mgieł na ziemię spuszcza
i nie liczy już kroków miarą swą anielską,
tylko patrzy w Chrystusa Winne Grono Złote,
które w płatkach na drodze, w sumieniu i błocie,
na sarnim uroczysku porwał wiatr jak wstęgę;
ścina sierpem zachodu chwastów bujne zielsko
pod gromkim Słowem Boga jak burzowym grzmotem,
próbując Jego sensu w prostej Prawdzie dociec,
Tej, która zapłonęła w oddali okręgiem…
10 czerwca 2018
Dla śp. Zygmunta Koh 3,14–17
Wszystko już było – trzebaż więcej?
w wielopojemnej Twej foremce –
żeby zrozumieć rekurencję,
trzeba zrozumieć rekurencję[1];
Światło powraca, mija trwoga,
śniedzieje pożądanie bogactw
i dzień zimowy cicho dogasł
w oczekiwaniu Przyjścia Boga;
w oknach Twych oczu głód przemija
jak pochód Mędrców w galabijach,
leje się wino i rakija
deszczem wspomnienia słowa „przyjaźń”;
I znów to samo – znów to samo…
Odgłos daleki za Twą ścianą
w bagaż z ołowiem spakowano,
na wieczne życie – ziemskie wiano;
wszystko przemija w kruchym czasie,
i także Twój przeminął zasięg –
w pożądań zaśniedziałej masie
bezbronne jagnię wciąż się pasie
na Łaski Bożej firmamencie,
nie wiedząc, że jest Tym Jagnięciem –
trzeba zrozumieć rekurencję,
żeby zrozumieć rekurencję…
13 stycznia 2019
[1] Rekurencja, rekursja (łac. recurrere,„przybiec z powrotem”). Odwoływanie się funkcji lub definicji do samej siebie.Przykładem rekurencji jest obraz, jaki powstaje, gdy postawimy przed sobą dwalustra, lub gdy skierujemy kamerę na ekran, który wyświetla obraz z kamery, lubużywając niektórych aplikacji do wideokonferencji, gdy udostępnia się pulpit ipatrzy na swój udostępniony ekran wewnątrz okna tej aplikacji.
dla Edith Stein
Po stukocie kół poznacie, po gładkości desek...
Pod stopami wyczesane, słomiane dywany,
sęki patrzą się jak oczy – wnętrza pełne oczu –
wszystko tutaj nazwać można by człowieczym kresem –
rozciągniętym po horyzont w szpaler nieubrany
i spóźniony, zatrzymany świt gdzieś na poboczu –
prześwietlone białym światłem, bezwietrzne pokoje
pozbawione okien, za to z drzwiami w inne światy –
a przed drzwiami pnie się jakby wino na pergoli
drut kolczasty, zawinięty beczkowatym zwojem,
na stojących białą manną pada z Nieba Wiatyk –
i cyrulik błędnooki głowy lalkom goli...
Już nieważne, jak wyglądam i co mam na sobie –
mogę czekać tu przez chwilę lub liczyć dekady,
byle tylko drzwi odnaleźć wśród wielkiego mnóstwa,
przedrzeć się przez martwe kalki twarzy innych kobiet,
zżółkłe zdjęcia, listy, szminki wrzucić do szuflady
i za cenę błysków w szkiełkach nakupić ubóstwa...
Wszystko, co mi się przydarza, jest tak tymczasowe
i ruchome jak postacie obce na peronie,
tylko z sobą drzwi zabrałam w tę dozgonną podróż –
drzwi z filunkiem, z ościeżnicą, z tarcicy cedrowej
bez lakieru i bez picu – zamknięte świadomie,
za którymi zawsze kwitnie mojej duszy ogród...
Na początku klucz mi upadł jak w grobowe doły,
ale pod postacią klucza nie kryją się wnętrza,
więc to nieistotny szczegół, chociaż strata rani
bardziej niż przez moc otwarcia – ze względu na połysk,
więc tym lepiej, że się zmieniam – może będę świętsza,
może mnie na drzwiach poniosą mający mnie za nic...
Po stukocie kół poznacie, czy to kres podróży –
dla tych, którym śmiesznie było, że drzwi z sobą wiozę,
pozostały gołym skrzydłem bez wnętrza perspektyw,
nigdy przez to nie wyszepczą, jak czas im się dłużył,
bo już sklasyfikowali świadomą psychozę
i odkryli jej w mym wnętrzu fatalne efekty...
Liczę czas do Przejścia przez nie do ogrodu we mnie,
czekam – rozciągając myśli w szpaler nieubrany
przez pokoje, co bez okien, za to z mnóstwem oczu –
czekam cicho i pokornie, lecz nienadaremnie,
by na którymś tam peronie Galilejskiej Kany
w skrzydła ciało zanurzywszy, powiew Życia poczuć...
28 listopada 2015
Dla śp. Zofii
Hi 40,3–4
Będę się spierać sama ze sobą
o brak słów i o potrzebę Ciszy –
będę w twarz różnym spoglądać Hiobom
o ciałach z cedru i sercu mniszym;
będę wśród sierot szukała ścieżek
brzegami płaczów i serc załamań,
i w łzach wypierać będę wspomnienia,
pławiąc jak wiedźmę życiowy dramat;
Będę zamykać w kamienny uścisk
zachęty świata do kruczej karmy,
aż utęskniony mnie duch opuści
kształtem spragnionej Wód Żywych sarny,
by wśród dojrzale uformowanych
sumień uchodźców, wdów i żebraków
grzechami białe zapisać ściany
i oczekiwać Zbawczego Znaku
z dłonią na ustach, spuszczonym wzrokiem,
na krańcu świata w szpalerze wielu,
bom zaglądała Bogu do okien
i odtąd widzę i Raj, i czeluść;
Będę się spierać nawet z Aniołem
o brak słów i o potrzebę Ciszy –
będę się rzeźbić do krwi i do łez,
do ciała z cedru o sercu mniszym…
8 września 2019
Cicha jak Matka Boża Starych Ludzi
przychodzi do nich tęsknota za Niebem,
Kropla za Kroplą przez głęboki Błękit
dąży i drąży, aż sumienia budzi
wpatrzonych w Dłonie łamiące się Chlebem,
skurczonych w słowach zlęknionej podzięki...
Czysta jak Matka Boża Starych Ludzi
jest myśl, że oto Kościół stał się Domem –
wdowi pieniążek jeszcze w uszach brzęczy
lotem owadzim – jeszcze ktoś się trudzi
by przejść wzdłuż nawy na właściwą stronę –
Łaski – obrazki nieść w kieszonkach trenczy...
Prosta jak Matka Boża Starych Ludzi
klęka pokora wobec Majestatu,
gnie pod ciężarem minionego życia
kształty sękate spięte cieniem długim,
klar rozczytuje Bożego dogmatu,
przeczucie czegoś więcej do odkrycia...
Jasna jak Matka Boża Starych Ludzi
otwiera oczy przestrzeń, która płynie,
kleją do palców się zdrewniałe ziarna,
róże, piwonie, lewkonie i łubin,
dając oparcie nadłamanej trzcinie,
skruszonej czasem w duchowych Pokarmach...
Biedna jak Matka Boża Starych Ludzi
schyla ukłonem poskręcane ciała,
popodpierane jak na rusztowaniach
i dłoń wyciąga, bo ciągle się łudzi,
że zasuszona w niej wiara przetrwała
o celowości pod Krzyżem czekania...
Bolesna Matka Boża Starych Ludzi
stanęła obok, patrząc na Krzyż pusty,
gdzie utraciła i gdzie odzyskała,
choć upływ czasu cierpienie ostudził,
łopocze jeszcze jak rozdarte chusty
nieutulona wciąż Jej Dusza biała...
16–17 stycznia 2016
Inaczej Ogród Zamknięty jest tomikiem, w którym autorka zebrała wiersze z różnych etapów swojej twórczości. Przez swój surowy charakter treść może być trudna w odbiorze, wywoływać silne emocje oraz refleksje które towarzyszyły autorce przez lata.
Zawarte w nim wiersze mają na celu pomóc czytelnikom w pokonywaniu własnych emocjonalnych trudności i zmagań, uświadamiając im, że nigdy nie są pozostawieni sami sobie.
Poezja Kingi Celej-Jemioło jest godna uwagi z kilku względów. Jest wielowarstwowa. Pośród zwiewności starannie dobranych słów i gry metafor, dostrzegamy treści najważniejsze, niejako z serca wyrwane. Piękno sformułowań języka uczy subtelności opisu stanu ducha. Jest też wymagająca. Domaga się znajomości Biblii, języków klasycznych, po znajomość duszy. Miejscami zatrzymuje człowieka kunsztowność stylu, jak gdyby tekst był tkany złotymi nićmi. Potrzeba nam takiej poezji.
Życzę czytelnikom spotkań ze słowem, z sensem i mądrością serca Autorki, która z założenia nie zgadza się na banalność.
O. Marian Zawada OCD
Wadowice, 13 listopada 2023 r.
kin.celej@gmail.com
733 388 858
2025 © Copyright Kinga Celej-Jemioło